Marta Fornalczyk
Chytry traci dwa razy!
Dzisiaj miałam przyjemność przekonać się o tym na własnej skórze. Wiersz miałam opanowany w miarę dobrze, recytacja na dobrym poziomie przez trenowanie do lustra... I kiedy zostałam wyczytana widząc okazję, nie zamknęłam książki i czytałam wiersz... Oczywiście to nie mogło się dobrze skończyć. Z nerwów w ogóle już nie wiedziałam co mówię... Zaliczyłam porażkę, która skończyła się czwórką z minusem, więc nie ma tego złego!
Po szkole dzisiaj zamiast iść na dodatkowy angielski, obrałam trochę inny kierunek, wcześniej uprzedzając nauczycielkę, że ze mnie jest dzisiaj trup fizyczny, ale bardziej psychiczny i nie dam rady niczego zrobić... Jak dobrze, że dorośli czasami umieją wspomóc słowem, sytuacją w której kiedyś byli! Polubiłam jeszcze bardziej moją nauczycielkę języka angielskiego! :) Jednak kierunek skończył się w Paulinowym łóżku. Dobrze jest móc czasami tak niespodziewanie walnąć się na to łóżko! Stwierdzenie? KOBIETY SĄ JAKIEŚ DZIWNE...
Uzgodniłam też szczegóły z fryzjerką na temat sobotniej imprezy! ;-)
Od czwartku zaczynamy gruby, trzydniowy melanż, od LOteki przez Budmę, kluby, nie kluby, sale, nie sale, imprezy nie imprezy!
A póki co żyję jutrzejszą chemią... Chociaż wcale nie mam ochoty nią żyć...
Pozdrowionka! ;*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz