niedziela, 20 stycznia 2013

20.01.2013

idę, albo nie idę...
Jest dobrze.
Jest trochę ZA dobrze.
Zawsze w momencie, gdy jest za dobrze coś się dzieje(wiedz, że coś się dzieje), także nadstawiam uszy, oczy, ręce, nogi, serce na jakąś porażkę. Przynajmniej powiem sama sobie A NIE MÓWIŁAM?! i może nawet zdziwienie będzie jakieś takie mniejsze.
Ale, ale! Dzieje się, nie jest tak nudno, nie jest tak monotonnie. Podobają mi się te ferie, chociaż nie zrobiłam nic konkretnego, nie ruszyłam się w ogóle na trening z powodu zimna i podłoża, ale w każdy dzień coś robiłam. A przed nami jeszcze tydzień! Ten zdecydowanie w większym stopniu poświęcę na słodkie lenistwo i może nawet.. uwaaaga... SIĘ POUCZĘ! 
Dobra, każdy wie, że nie, a ja to już chyba najbardziej.
Moja systematyczność co do bloga jest taka, że aż wcale! Ale ostatnio naprawdę dużo się dzieje i niekoniecznie za tym nadążam. I niekoniecznie twierdzę, że to złe! ;-)
A feriowy, niedzielny wieczór ubarwia mi mężczyzna życia od urodzenia, czyli Kubuś900ml oraz marchewka, jabłko i pomarańcza zawarte w nim. Dodatkowo filmy ze skoków w ilości maksymalnej no i tylko te ścigane auta...

Brak komentarzy: